Polityczne igrzyska w Krakowie

Działacze krakowskiej Inicjatywy Przeciwko Igrzyskom przez całe obrady Rady Miejskiej trzymali transparent z logiem - znacznie lepszym niż parzenica z kwadratem.
Działacze krakowskiej Inicjatywy Przeciwko Igrzyskom przez całe obrady Rady Miejskiej trzymali transparent z logiem - znacznie lepszym niż parzenica z kwadratem. mateuszklinowski.pl
To nie żart. Rada Miejska Krakowa na Prima Aprilis zafundowała mieszkańcom polityczne igrzyska. Referendum lokalne w sprawie igrzysk zimowych 2022 odbędzie się 25 maja, razem z głosowaniem do Parlamentu Europejskiego. Będą też inne, zagadkowe pytania.

Nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej Krakowa odbywała się w warunkach niezwykłych i w niezwykłym napięciu. Sesję zwołano, aby w terminach ustawowych uchwalić projekt radnych PO wyznaczający datę igrzysk na dzień 25 maja. Niestety, radni nie mieli się gdzie podziać, bowiem salę obrad wynajęto na konferencję poświęconą konserwacji zabytków. Nadzwyczajne obrady odbywały się więc w warunkach partyzanckich, które pogłębiała obecność licznej publiczności w postaci miejskich aktywistów oraz zainteresowanych mediów. Obrazu dopełniała atmosfera politycznego sporu, odczuwalna w zachowaniach poszczególnych bohaterów bananowego dramatu pt. "Kraków organizuje igrzyska".



Bananowego dlatego, bo dzieje się w republice bananowej przecież, której władze - paradoksalnie - zamarzyły o zimie. Dlaczego dramatu, pisałem z kolei tu niedawno. Stał się on udziałem Platformy Obywatelskiej – na jej własne życzenie. Lokalni politycy PO, przy akceptacji tzw. centrali oraz wsparciu Prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, wpadli na wspaniały pomysł – rozwijania Małopolski drogą bizantyjskich wydatków, festiwalu inwestycji. W założeniu miało to przynieść korzyści regionowi w postaci realizacji potrzebnych (połączenia drogowe, wymiana pieców) inwestycji, jak i inwestycji mniej potrzebnych (tor saneczkowy, zadaszenie stadionu Wisły). W praktyce miało to przynieść jedynie ogromne korzyści przysłowiowym krewnym i znajomym królika – do dnia dzisiejszego wydano w mocno niejasnych okolicznościach miliony złotych, na czym mieszkańcy bynajmniej nie skorzystali. Ale ktoś skorzystał.

Projekt igrzysk wielu z nas, towarzyszących wczoraj na sesji działaczom Inicjatywy Kraków Przeciwko Igrzyskom, ocenia jako skok na kasę, dokonywany pod pozorem realizacji światowych ambicji Krakowa. Na nieszczęście dla realizatorów, w mieście działają prężne środowiska aktywistów, które szybko zorganizowały opór i podważyły społeczną legitymację imprezy. Mechanizmy medialnego zainteresowania spowodowały, że aktywiści dostali do ręki tubę i z niej skorzystali, skutecznie kwestionując intencje i sens akcji igrzyskowej. Poparcie społeczne dla idei wydawania miliardów złotych w nadziei na widmowe zyski topnieje. Najnowszy sondaż ogólnopolski pokazuje sporą przewagę przeciwników igrzysk (52%) nad ich zwolennikami (32%) (Homo Homini z dnia 31 marca). Z każdym dniem informacje o igrzyskowej hucpie PO docierają do kolejnych osób. Trzeba się więc spieszyć.

Słuchaliśmy więc wczoraj argumentów radnych PO przekonujących, że referendum należy zwołać jak najszybciej, nie czekając na zakończenie ogłoszonych w sprawie konsultacji społecznych. Wszystko dlatego, że zdaniem radnych referendum ma szansę uzyskać ważność (min. 30% głosujących) jedynie w przypadku połączenia z wyborami do Parlamentu Europejskiego i to pod warunkiem dodania pytań dotyczących innych, ważnych dla mieszkańców Krakowa spraw.

Dlatego projekt uchwały w sprawie referendum przedstawiony przez radnych PO zawiera nie tylko pytania o igrzyska, ale również pytanie o budowę systemu monitoringu miejskiego, budowę metra i „powinnością budowy więcej ścieżek rowerowych”. Czy starczy czasu, aby rzetelnie o tych sprawach porozmawiać z mieszkańcami i to jeszcze w okresie kampanii do parlamentu? Wątpię. W sens pytań wątpili również radni pozostałych ugrupowań. Bo co oznaczać będzie poparcie mieszkańców dla budowy metra? Przecież na to środków nie ma. A co ze ścieżkami? Jeżeli mieszkańcy się sprzeciwią się powinności ich większej budowy, to czy będzie ich budowanych mniej? A może w ogóle nie będą budowane, wbrew logice rozwoju Krakowa? Podobnie z monitoringiem, bo czy wobec sprzeciwu zostanie wyłączony w tym zakresie, w jakim już istnieje?

Pomysł dodatkowych pytań wyśmiał Prezydent Majchrowski, proponując w mediach, aby dodać pytania o pragnienie dla siebie szczęścia i bogactwa. W czasie obrad prawnicy przestrzegali zaś radnych, zupełnie na serio, że maksymalna liczba pytań w referendum nie powinna przekraczać czterech. Skąd ten pogląd? Nie mam pojęcia.

Zaproponowane pytania, termin głosowania, nadzwyczajność i pośpieszność działań wokół referendum, które zgodnie wykluczali jeszcze niedawno Prezydent Krakowa i rządzący miastem politycy PO, potwierdzają jedynie, że dzisiejsze wsparcie dla referendum jest gestem ucieczki do przodu Platformy, politycznie rozegranej przez Jacka Majchrowskiego. Prezydent zręcznie lawiruje wykorzystując niezadowolenie opinii publicznej, korzysta z istnienia zorganizowanej opozycji lokalnej w postaci Inicjatywy Kraków Przeciwko Igrzyskom. Co znamienne jednak, inicjatywa ta nadal jest ignorowana i marginalizowana - radni nie byli zainteresowani skonsultowaniem z jej przedstawicielami terminu czy zakresu referendum. Bo i po co? Przecież nie konsultacjom to wszystko służy.

Marszałek Województwa Marek Sowa w sprawie nielojalności Prezydenta Majchrowskiego napisał ostatnio list, przypominając, że wspólnie popierali igrzyska, a decyzja o wejściu w projekt organizacji zapadła na jesieni 2012 roku. Zapadła bez konsultacji ze społeczeństwem i referendum. I na tym właśnie polega problem. Czy potrzeba dodatkowego dowodu nieuczciwości intencji polityków w sprawie igrzysk?

Gdyby mieszkańcy Krakowa od początku wiedzieli, ile milionów złotych zostanie wydane na samo „zaspokajanie ambicji” (w rzeczywistości na ekspertyzy, loga, spoty oraz biura), na igrzyska nikt by się nie zgodził. Dzisiaj wydajemy kolejny milion złotych (tyle szacunkowo będzie kosztować referendum) jedynie po to, aby zalegalizować wcześniej podjęte bez konsultacji z mieszkańcami decyzje. Wówczas twierdzono, że konsultacji nie ma co prowadzić, bo będą za drogie. Dzisiaj, o dziwo, to już nie jest argument.

Samo głosowanie ma szansę przerodzić się w farsę, z racji zaproponowanych i przegłosowanych wczoraj przez radnych pytań, których samo znaczenie językowe budzi poważne wątpliwości. A jakie ma być znaczenie prawne podjętych przez mieszkańców w takim referendum decyzji? Doprawdy nie wiem, choć organizowałem niedawno referendum lokalne.

Jedno jest jednak pewne. Z pewnością władze lokalne zdobędą się na szeroką kampanię poparcia dla igrzysk – przecież dla polityków PO to poparcie to teraz „być albo nie być”. Zostaną wydane kolejne setki tysięcy, a może i miliony złotych. Polityczne igrzyska trwają już więc w najlepsze, płacimy za nie wszyscy z własnej kieszeni.
Trwa ładowanie komentarzy...