O autorze
dr Mateusz Klinowski - wykładowca UJ, aktywista polityczny, dziennikarz obywatelski i polityk lokalny. Pierwszy wybrany w wyborach zdeklarowany konsument narkotyków w Polsce, od kilku lat walczy o respektowanie praw obywatelskich nie tylko w odniesieniu do konsumentów narkotyków, założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice, stowarzyszenia mieszkańców walczącego o demokrację lokalną i wolność słowa. Swoje działania opisuje na blogu mateuszklinowski.pl/

HGW nie będzie komisarzem

Niezwykle pomysłowa akcja wadowickiego PiS przeciwko organizowanemu referendum za odwołaniem... burmistrz Ewy Filipiak z PO.
Niezwykle pomysłowa akcja wadowickiego PiS przeciwko organizowanemu referendum za odwołaniem... burmistrz Ewy Filipiak z PO. www.mateuszklinowski.pl
PO nawołuje do bojkotu referendum, PiS nazywa je świętem demokracji. Znów trwa gra obliczona na oszukanie wyborców. Elementem tej gry jest też zapowiedź, jakoby Hanna Gronkiewicz-Waltz miałaby zostać komisarzem stolicy. Tak się na pewno nie stanie.

Zapowiedź mianowania HGW na komisarza Warszawy, jaka miała paść z ust Donalda Tuska, to wyraz racjonalnej kalkulacji. Jej to po prostu kolejny przykład wykorzystania wadliwych mechanizmów wyborczych do zapewnienia sobie wygranej w referendum. Premier już wcześniej starał się trafić do osób niezdecydowanych, czy sprzyjających obecnej prezydent Warszawy twierdząc, ku zdumieniu popierających go demokratycznych elit (PO była kiedyś podobno partią tego właśnie środowiska), że bojkot głosowania to „gest sympatii”. Wtórował mu Bronisław Komorowski, protestujący przeciwko „wojnie partyjnej” w samorządach, czym rzekomo mają być referenda lokalne wybuchające w całym kraju. Zapowiedź zignorowania wyników referendum i mianowania na stanowisko komisarza Warszawy osoby w referendum odwołanej, to z kolei komunikat skierowany do przeciwników HGW, którzy do referendum się wybierali. Teraz mają powód, aby zostać w domach – nic się nie zmieni, „koledzy partyjni” o to zadbają, bo mogą. W referendum strategią wygrywającą dla odwoływanego organu jest gra na niską frekwencję. I to właśnie obserwujemy.



Nie wydaje mi się jednak, aby Donald Tusk zrealizował swoją zapowiedź. Nie stać go na to. Miała ona swój cel i został on osiągnięty (zniechęcić przeciwników HGW do udziału w głosowaniu). Ale jej realizacja, po ewentualnej przegranej HGW, byłaby politycznym samobójstwem. Tusk obnażyłby tym samym nie tylko hipokryzję PO, ale przede wszystkim charakter mechanizmów wewnątrzpartyjnych, stawiających lojalność wobec kolegów ze wspólnej "paczki" ponad demokrację. Społeczeństwo otrzymałoby sygnał, że PO to parta cwaniaków nie liczących się z jego głosem. Do wizerunkowej klęski (przegrane referendum) dołączyłaby kolejna. Doradcy Premiera nigdy sobie na to nie pozwolą. Dlatego komisarzem zostanie ktoś inny, pewnie z bliskiego otoczenia odwołanej prezydent Warszawy.

Powyższe skłania do refleksji przede wszystkim nad koniecznością zmiany przepisów prawa regulujących referendum lokalne. Zakaz desygnowania na komisarza odwołanej osoby powinien być oczywistością, ale zasadniczym celem reformy powinno być coś innego. Już wcześniej w NaTemat pisałem, że likwidacja wszystkich patologii towarzyszących organizacji referendum lokalnego zapewniona może być w jeden, prosty i tani sposób – poprzez zniesienie progu frekwencyjnego ważności referendum. Wówczas znika logika bojkotu i zniechęcania do udziału w referendum, a dla odwoływanego wójta, burmistrza i prezydenta udział jego zwolenników w mechanizmach demokracji staje się kluczowy. Ta jedna zmiana spowodowałaby nie tylko, że referenda stałyby się świętem demokracji, ale permanentnej demokratyzacji ulec musiałoby życie w gminach. Środowisko wójta, burmistrza czy prezydenta nie byłoby w stanie po prostu utrzymać się przy władzy, jeżeli jego zwolennicy nie angażowaliby się w życie polityczne gminy. Obecnie wielu wójtów i burmistrzów trwa na stanowiskach drugą dekadę, bowiem skutecznie zrazili obywateli do angażowania się w politykę. Czy tak trudno zrozumieć, dlaczego Bronisław Komorowski zaproponował właśnie podniesienie progu frekwencji w referendum o odwołanie organów gminy do poziomu, który wyklucza sens organizacji jakiegokolwiek takiego głosowania w przyszłości?

Na koniec kilka słów na temat PiS. Parta ta wyrasta dziś na czołowego obrońcę „prawdziwej demokracji”. W Warszawie. Przenosząc uwagę ze stolicy na prowincję, widać, że mamy do czynienia z gestami na pokaz. W Wadowicach rządzi od 20 lat burmistrz reprezentująca obecnie PO. Zakończoną już zbiórkę podpisów za jej odwołaniem oprotestował nie kto inny, jak właśnie lokalny PiS. Przewodniczący Rady Miejskiej i jeden z radnych, pracownik gminnej instytucji (co zresztą jest złamaniem prawa) oraz członek władz partii w okręgu wyborczym, rozwiesili w mieście urocze transparenty zaczynające się od słowa „precz”. Do dzisiaj żaden z posłów czy senatorów PiS z regionu nie raczył w tej sprawie się wypowiedzieć i zaprzeczyć, że PiS protestuje przeciwko próbie odwołania burmistrz z PO. Nie zrobiła tego również Beata Szydło, wiceprzewodnicząca partii i szefowa lokalnych struktur. W jednych więc gminach partia Kaczyńskiego walczy o demokrację, w innych aktywnie ją zwalcza - ramię w ramię z politykami PO. Jak to wyjaśnić? Już wielokrotnie o tym pisałem - PiS to partia lokalnych układów, niczym nie różniąca się na poziomie lokalnym od PO.

To wszystko, co mam do powiedzenia w kwestii rzekomego wspierania demokracji lokalnej przez PiS.
Trwa ładowanie komentarzy...