Grupa naTemat

Afera podsłuchowa w Wadowicach

Baner autorstwa przewodniczącego Rady Miejskiej Wadowic i lokalnej Solidarności wiszący przed Urzędem Miasta.
Baner autorstwa przewodniczącego Rady Miejskiej Wadowic i lokalnej Solidarności wiszący przed Urzędem Miasta. www.mateuszklinowski.pl
W świętym mieście podkładane są podsłuchy i rozwieszane banery zaczynające się od "precz". W ten sposób lokalny układ polityczno-towarzyski spod sztandarów PO i PiS walczy o przetrwanie. Ilustruje to jakość lokalnej polityki oraz problemy, z jakimi borykać muszą się obywatele walczący o demokrację i niezależni od władzy dziennikarze.

Najpierw napisała o tym Gazeta Krakowska, dzisiaj również portal Onet. W lokalnej redakcji w Wadowicach znaleziono przez przypadek, w czasie przeprowadzki, podsłuch. Kto podsłuchiwał? Łatwo odgadnąć. Podobne urządzenie podsłuchowe znaleziono również w biurze Inicjatywy Wolne Wadowice, stowarzyszenia, które od miesięcy opisuje nieprawidłowości w działaniu lokalnego samorządu, a na które przymykają oko organy państwa.

Wszystko zaczęło się od tekstu na temat zawiadomienia CBA przez członków stowarzyszenia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez burmistrz Wadowic. W mieście rządzi ona od 20 lat, stale występując w cieniu papieskich pomników, otwierając procesje i przyjmując pielgrzymujących do Wadowic polityków - zarówno z PO, jak i PiS. Stojąca na czele lokalnych struktur obu partii burmistrz miała "ustawić przetarg" i z rażąco niską stawką wynająć gminny teren jednemu z przedsiębiorców. Sprawę opisały lokalne portale i gazety - z jednym wyjątkiem - portalu Wadowice24 prowadzonego przez jej asystenta. Stowarzyszenie poinformowało opinię publiczną, że popularny w mieście portal w rzeczywistości znajduje się na utrzymaniu władzy, a jego właściciel osiąga spore korzyści z przygotowywania nierzetelnych i stronniczych tekstów. Tropem tych doniesień podążyła Gazeta Krakowska, publikując własne materiały.

Wówczas najprawdopodobniej założono podsłuchy - w biurach stowarzyszenia i lokalnego oddziału gazety. Stowarzyszenie podsłuch znalazło szybko, w gazecie przetrwał on do teraz. W zasięgu znalezionego urządzenia, zbadanym przez ekspertów, znajduje się Urząd Miasta. Ale jaki interes miałaby władza w podsłuchiwaniu krytykujących ją dziennikarzy czy mieszkańców?

O pomysły nietrudno - rządzący miastem układ sięga do metod władzy totalitarnej - dziennikarze lokalni są zastraszani, poddawani naciskom, przeciw krytykującym burmistrz mieszkańcom wytacza się najcięższe działa - nasyła kontrole, zawiadamia prokuratury i sądy o wyssanych z palca przestępstwach.

Problem w tym, że w Wadowicach, a pewnie i wielu innych, podobnych miastach, rządzący mają bardzo dobrze wykształconą siatkę powiązań i zależności. Burmistrz zatrudniła ostatnio na specjalnie dla niego stworzonym etacie syna wiceprezes sądu, co, jak można się domyślać, ma zapewnić jej immunitet. O bezkarność władzy dba też miejscowa prokuratura. Świadczą o tym dalsze losy zawiadomienia do CBA. Gdy sprawa podejrzanej dzierżawy i wyprowadzenia z kasy Gminy ponad 1 mln zł trafiła do Wadowic, prokurator wydał zdumiewające postanowienie - dochodowy parking okazał się być... placem budowy bez drogi dojazdowej. Wnet okazało się też, że restauracja feralnego przedsiębiorcy nie ma odbiorów budowlanych, a przecież odbywają się w niej koncerty organizowane przez miasto, przyjęcia okolicznościowe burmistrz itp.

Następnie ten sam prokurator odrzucił zażalenie stowarzyszenia twierdząc, że tylko burmistrz może być uznana za pokrzywdzoną w sprawie popełnionego przestępstwa, bowiem to ona reprezentuje gminę, którą miała okraść. Miejscowy sąd przyznał mu rację i w ten sposób, nawet nie rozpatrując merytorycznie decyzji, zatuszowano przestępstwo.

Takich przypadków w Wadowicach jest więcej i wygląda na to, że organy państwa są tutaj bezsilne - we wszystkich dominują układy uniemożliwiające eliminowanie ludzi skorumpowanych lub niechętnych ściganiu nieprawidłowości.

Stąd też bierze się wzbierająca fala społecznego niezadowolenia w postaci kolejnych zwoływanych referendów. Także w Wadowicach zbierane są podpisy pod wnioskiem o odwołanie władz miasta. Siedzibą organizatorów jest kamienica na rynku zamieszkiwana przez związaną z Karolem Wojtyłą rodzinę Siłkowskich. To ta rodzina stoi też na czele protestów - dość już ma wykorzystywania wizerunku Jana Pawała II przez lokalnych polityków. Burmistrz Ewa Filipiak występuje na ołtarzach, nosi papieskie relikwie w czasie procesji, choć jej rządy spowija atmosfera afer i bezlitosnej walki z domniemaną opozycją. Walka ta przybiera czasem komiczne kształty, choć nie wszystkim jest do śmiechu.

W ubiegłym tygodniu przewodniczący Rady Miejskiej, Zdzisław Szczur, znany również z ustawicznego łamania i naginania prawa wywiesił o poranku na płocie jednej z lodziarni przed domem Siłkowskich baner o treści "Precz z polityką lewicy". Co chciał przez to powiedzieć? Trudno orzec, bo jest on również przewodniczącym lokalnych struktur Solidarności. Właściciel lodziarni nie mógł zaprotestować - lokal dzierżawi przecież od gminy. Za to w nocy baner ktoś ukradł. Organy ścigania są już na tropie. A lokalny układ polityczny kręci swoje lody dalej - na placu budowy czy nadstawiając ucha.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj