Nadchodzi Marsz Wyzwolenia Konopi!

Znana od tysięcy lat ze swoich właściwości leczniczych, używana dzisiaj głównie celem odurzenia, przez rodzimych polityków nadal zwana jest „białą śmiercią”. Jeżeli ją „posiadasz”, trafiasz do aresztu. Jeżeli ją lubisz, jesteś ćpunem. Jeżeli ją hodujesz, jesteś dealerem. Już jutro ćpuny i dealerzy po raz kolejny, jak co roku, przejdą tysiącami pod Sejm. Nie walczyć o „prawo do ćpania”, ale demokrację, wolność i własne zdrowie.

Marsz Wyzwolenia Konopi to jedna z największych demonstracji cyklicznie organizowanych w Polsce. Fenomen ignorowany przez media od wielu lat. Tymczasem, demonstracja w centrum Warszawy wymaga nie lada odwagi, oznacza bowiem bezpośrednie narażenie się na zatrzymania, przeszukanie, "dołek". Uczestniczą w nim przecież osoby z mocy prawa uważane za przestępców i bezwzględnie prześladowane przez Policję. Doświadczyłem tego na własnej skórze, dwa lata temu w czasie marszu bezprawnie zatrzymano mnie za rozdawanie ulotek o nieodpowiedniej treści. O mało nie pobito. Dlaczego więc tysiące młodych na ogół ludzi decyduje się protestować w obronie odsądzanej od czci i wiary używki?



Każde pokolenie ma swoją rewolucję. Dla dzisiejszych pokoleń nastolatków często jest to marihuana, jednocząca środowiska różne – od dresiarzy i kiboli, poprzez uduchowionych fanów reggae z tzw. dobrych domów i liceów. Konopne marsze są dowodem na istnienie ruchu, którego własności porównać można do solidarnościowego zrywu sprzed laty. Ruchu, którym nikt nie steruje, ale który próbuje działać profesjonalnie, pomimo braku finansowania. Ruchu prawdziwych aktywistów, jakże innych od grona warszawskich etatowych obrońców praw człowieka z bogatych fundacji.

Tym bardziej więc zastanawia, jak niewiele miejsca politycy poświęcają temu fenomenowi, choćby w swoich przedwyborczych kalkulacjach. A przecież dzięki niemu w parlamencie jest już jedna partia – Ruch Palikota. Wyraźne opowiedzenie się po stronie konopi przesądziło wejściu Ruchu do Sejmu. Janusz Palikot jako jedyny miał odwagę zapalić publicznie marihuanę, za co grozi więzienie. Pozostali politycy wolą licytować się na głosy potępienia pod adresem "białej śmierci" i tym podobne głupoty.

Niestety, w całym medialno-politycznym cyrku wokół narkotyków ginie też najważniejszy aspekt organizowanych protestów – konopne marsze to nie manifestacja hedonistów, ale znak solidarności z ofiarami obecnego prawa i walka o przestrzeganie Konstytucji. Obecne regulacje, bezmyślnie wspierane przez wszystkie siły polityczne, potencjalnym wrogiem państwa czynią setki tysięcy ludzi, którzy codziennie mają przy sobie marihuanę. I państwo walczy z nimi z pełną bezwzględnością – są ścigani przez Policję na osiedlach i ulicach miast. Oficjalne dane pokazują, że każdego roku na okoliczność posiadania marihuany kontrolowane jest kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi – większość tych kontroli odbywa się z naruszeniem prawa, na zasadzie policyjnego „widzimisię”. Są one wycinkowe – nakierowane na młodzież z biedniejszych dzielnic. Dzieci polityków, celebryci mogą spać spokojnie. W przypadku znalezienia „narkotyku” prawie zawsze następuje zatrzymanie – trwa ono do 48 godzin. W tym czasie przeszukiwane jest mieszkanie zatrzymanego, będące najczęściej mieszkaniem jego rodziców. Są to wszystko praktyki państwa totalitarnego, znane młodym z filmów. Czemu służy taka praktyka działania Policji? Wyłącznie wygodzie i pompowaniu statystyk uzasadniających rosnące wydatki na „walkę” z narkomanią. Z tej walki żyją komendy Policji.

Fakt, że walkę z problemem nadużywania substancji odurzających, a więc złożonym problemem społecznym i zdrowotnym, sprowadziliśmy do działań sił policyjnych, nikogo jakoś nie dziwi. A przecież to tak, jakby próbować wyrokami sądów walczyć z nowotworem, czy chorobami serca. Donald Tusk, który również marihuanę palił, dziś arogancko stwierdza: „Wybierzcie sobie innego premiera”. Ale jak mamy go wybrać, skoro to główne partie polityczne kontrolują proces wyborczy i strumienie jego finansowania? Rządzący Polską mają demokrację w pogardzie, państwo prawa i wolności obywatelskie przeszkadzają jedynie w sprawowaniu władzy, czyli parcelowaniu wspólnego majątku. Bezprawne działania organów ścigania wymierzone w konsumentów marihuany nikogo więc nie rażą. Nie mogą.

Prawie 10 tysięcy młodych ludzi każdego roku słyszy wyroki pozbawienia wolności za posiadanie symbolicznych ilości konopnego suszu, stając się przestępcami wpisanymi do rejestrów karnych, z zamkniętą drogą do wielu stanowisk i funkcji. Tysiące prawdziwych przestępców korzysta z ochrony aparatów partyjnych gwarantujących, bo pomagają im gromadzić pieniądze. Wobec tej niesprawiedliwości młodzi ludzie zostawieni są sami sobie. Palacz marihuany będący Premierem nie widzi problemu, choć stoi na czele partii rzekomo dbającej szczególnie o młodych. Jego córki i syna przecież żaden policjant nie ośmieli się zatrzymać do kontroli.

Zapraszam jutro na Marsz, gdzie znów będziemy o tym wszystkim mówić. Nic innego nam nie pozostaje.

Więcej szczegółów znajdziecie na oficjalnej stronie MWK 2013.
Trwa ładowanie komentarzy...