Dlaczego kluby konopne?

Marihuana jest, była i będzie palona – przez wszystkich. Od małego do dużego Polacy jarają skręty. Są za to surowo karani – ścigani przez Policję, która upatruje w nich łatwego celu w podnoszeniu statystyk wykrywalności przestępstw.

Posiadanie narkotyków, nierozerwalnie związane z ich konsumpcją, jest bowiem czynem, gdzie wykrycie sprawcy poprzedza wykrycie przestępstwa. Nie oszukujmy się – ściganie narkotyków zredukowano w Polsce do ścigania ich domniemanych konsumentów w nadziei, że ci coś przy sobie mają. Prowadzi to do niesłychanej nieproporcjonalności i nierówności traktowania – Policja ugania się za młodymi mężczyznami z biednych dzielnic, ludzie władzy, mediów, celebryci od represji są wolni. Mogą jarać w spokoju. Pokazują to dostępne badania i doświadczenie biura Rzecznika Osób Używających Narkotyków, powołanego do życia w ramach Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej. Tak dzieje się zresztą we wszystkich krajach, w których zapobieganie narkomanii realizuje się rękami organów ścigania – skupiają się one na mniej uprzywilejowanych, w tym mniejszościach etnicznych.



Masowemu spożyciu marihuany w Polsce nie towarzyszy żadna rzetelna akcja edukacyjna skierowana do młodych – w szkołach i na uniwersytetach. Przeciwnie, kasę na zapobieganiu narkomanii zbijają rozmaite stowarzyszenia i organizacje skupiające się na straszeniu narkotykami – narkotykowa szarlataneria. Dyrektorzy szkół nieodmiennie zaś wykazują, że problemu używania w ogóle nie ma – po co ścigać sobie na głowę problemy? W imię twardej walki z narkomanią uprawiamy więc grę pozorów na różnych poziomach.

Złote żniwa ma zaś czarny rynek – ktoś przecież musi dostarczać towar milionom rodzimych palaczy. Wiele osób dorabia więc na sprzedaży produkowanej masowo (w Polsce i za granicą) marihuanie. Policja wyłapuje „dilerów”, a ich miejsce zajmują kolejni poszukujący zarobku, zapełniający rynkową lukę.

Media obiegła wczoraj wiadomość, że Ruch Palikota proponuje kluby konopne. Tym razem nie jest to kolejny wyskok nieobliczalnego Janusza, jak starają się to przedstawić dziennikarze, ale postulat środowiska zajmującego się polityką narkotykową. Podobne rozwiązania, w tej czy innej formie prawnej, wprowadziło wiele państw europejskich. Pozwalają one ograniczyć nielegalny obrót najpopularniejszą z „narkotycznych” używek, a osobom palącym dają szansę samodzielnego wytwarzania jakościowo dobrej cannabis.

W projekcie Ruchu Palikota przewidziano obowiązki rejestracji i uzyskiwania zezwoleń wydawanych przez organy gminy. Równie dobrze takie obowiązki można byłoby rozciągnąć na każdego pełnoletniego mieszkańca – wówczas każdy miałby „klub konopny” w domu. Można też gminom dać prawo do określenia warunków domowej czy klubowej uprawy, zabierając państwu możliwość odgórnego decydowania. Można też do ustawy wpisać opłatę licencyjną, z której finansowano by działania na rzecz profilaktyki zdrowotnej. Można.

Problem w tym, że Sejm na te argumenty jest impregnowany. Posłowie nie potrafią nawet wykreślić marihuany z listy substancji bez zastosowania medycznego. W ten sposób naruszane jest prawo pacjentów do leczenia i łamane regulacje unijne – marihuana to nie tylko rekreacyjna używka, ale często skuteczne wsparcie terapii ciężkich schorzeń i chorób. Również dziennikarze pokpiwają sobie z pomysłu. Ignorancja zatacza szerokie kręgi – w jaki inny sposób mogłyby się w Polsce od ponad dekady utrzymywać polityka wszechobecnej represji?

Projekt Ruchu Palikota, o czym się nie mówi, zakłada również wprowadzenie tzw. wartości granicznych – określenia, za jaką ilość nielegalnych dziś substancji można być uznanym za „dilera”. Obecnie obowiązuje rozwiązanie typowo polskie, a więc pozbawione sensu – za każdą.

Biorąc poważnie praktykę polskiego wymiaru sprawiedliwości dojść można tylko do jednego wniosku – jesteśmy krajem narkotykowych hurtowników detalicznych. Karalna ilość narkotyków zmierza do zera, zagrożenie karą zmierza do dożywocia. Być może niebawem, zbliżają się wszak wybory i czas obietnic, Solidarna Polska zaproponuje, aby karalny był zamiar posiadania narkotyków. A Sąd Najwyższy w swej mądrości przyzna, że już myślenie o narkotykach jest tożsame z pozostawaniem pod ich wpływem. Wcale bym się nie zdziwił.

Dowodzi to jednego - nim powstanie pierwszy klub konopny, musimy w parlamencie utworzyć klub ludzi myślących. Nie będzie to w tym kraju łatwe.
Trwa ładowanie komentarzy...