Grupa naTemat

Oszukali mnie Palikot i Nowicka

Janusz Palikot i Wanda Nowicka wspólnie niszczą coś, co miało unikalną wartość – rozbudzone nadzieje wielu Polaków na zmianę charakteru krajowej polityki. A przecież obiecywali coś innego.

W Polsce dominują dwie partie wodzowskie – PO i PiS. Są to partie władzy, nakierowane na jej zdobycie, konsolidację, utrzymanie. Jedna z nich ma fatalnego, zamkniętego w kręgu swoich słabości lidera, druga przeciwnie – jest jak spełnione marzenie politycznego wizażysty. Żadna z nich nie rozwiązuje ważnych problemów Polski – zajęte trwaniem w sondażach i utrzymaniem wpływów. Obie promują lojalność partyjną kosztem intelektualnego niedorozwoju. Obie po równi zawłaszczają kraj i debatę publiczną dla własnych celów – kolejnych nieustających kampanii wyborczych, stanowisk tu i ówdzie dla znajomych.


To dzięki PiS i PO trwają lokalne układy mafijne w samorządach (czego przykładem są chociażby moje rodzinne Wadowice), rozwija się korupcja, dziś z udziałem środków unijnych. To dzięki tym partiom społeczeństwo obywatelskie zwija się i wyprowadza – na ogół do Londynu i Dublina, gdzie młodzi, wykształceni szukają pracy. Podstarzali tatusiowie ich kosztem bawią się w Sejm i związki zawodowe.

Partia Janusza Palikota dla wielu osób była obietnicą zmiany niszczącego Polskę układu politycznego z Tuskiem i Kaczyńskim w roli dyrygentów. Janusz Palikot jawił się jako nowa jakość i popisał odwagą. Nazywanie po imieniu polskiego kołtuństwa, osobiste poświęcenie budowie przed wyborami partii i poparcia dla niej, czy nawet błazeńskie, lecz potrzebne palenie jonitów, budziło szacunek. Największym problemem Ruchu, oprócz nieobliczalnego lidera, była jednak, naturalna dla spontanicznie powstającej partii, przypadkowość jej reprezentantów. Obawiano się, że posłowie II czy III szeregu skompromitują ideę Ruchu Palikota jako nowej jakości w polityce. Tymczasem, dokonała tego Wanda Nowicka – osoba z pierwszego szeregu. To zaskakujący paradoks.

Awantura o premie dla prezydium Sejmu była mało zrozumiała dla wyborców. Palikot nie potrafił skutecznie zakomunikować, dlaczego Nowicka musi odejść. To pierwszy błąd. Wystawienie kandydatury Anny Grodzkiej na wicemarszałka Sejmu, wobec sprzeciwu na procedowanie projektów ustaw w sprawie związków partnerskich, było posunięciem doskonałym. Ta zagrywka, o ile przeprowadzono by ją skutecznie, przeszłaby do historii. Opowiadano by o niej po latach anegdoty. Nastąpił jednak zgrzyt kolejny.

Co prawda, za sprawą swojej kandydatury Anna Grodzka trafiła na okładki wszystkich niemal czasopism i portali w kraju, pisano o niej w dobrym tonie, przybliżając ważną problematykę płci, oswajając ją. Jednak to PO i PiS skuteczniej od Palikota zdołały dotrzeć do mediów ze swoim przekazem – zamiast uczciwej polityki Palikot proponuje „burleskę”. Te słowa Beaty Szydło, wypowiedziane z mównicy sejmowej pod adresem kandydatury Anny Grodzkiej, nikogo nawet nie obruszyły. W tak dużym bowiem stopniu przekaz medialny Palikota ustępował narracji narzuconej mediom przez znacznie skuteczniejsze sztaby piarowe pracujące dla obu partii „rządzących”. Na ironię zakrawa również fakt, że to właśnie PO i PiS unikają uczciwej polityki. I jak na ironię, fakt ten przykryły właśnie wygłupy Palikota i Nowickiej. A przecież w Sejmie decydowano w ostatnich dniach o wielu ważnych projektach Ruchu – wprowadzenie kadencyjności w samorządach, ułatwienia dla przedsiębiorców. PO i PiS nie chciały o tych projektach nawet rozmawiać. Zamiast pokazać to wyborcom, Palikot wybrał show, niwecząc w ten sposób ważne dokonania własnej partii, które zepchnął na drugi plan.

W tym momencie „awantura o Nowicką” została politycznie przegrana. Czary goryczy dopełniło zachowanie samej wicemarszałek. Nie ulega wątpliwości, że klub ma prawo do wysunięcia kandydatury marszałka i jej wycofania. Wanda Nowicka powinna prawo to uszanować. Tego wymagała taktyka polityczna i uczciwość. Twierdzenie, że Nowicka nie chciała być narzędziem, instrumentem politycznej rozgrywki, to żale małego dziecka i… zwykła ściema. W polityce, zwłaszcza tej sejmowej, w oku cyklonu medialnego cyrku, każdy jest narzędziem i instrumentem. Nowicka doskonale to wiedziała. A do tego, nie chcąc zostać „wykorzystana” przez Palikota, zgodziła się na bycie wykorzystaną do utarcia nosa Palikotowi przez sejmową, doraźną koalicję. Szczytem hipokryzji była wypowiedź Nowickiej o solidarności ponad podziałami, jaka zaistniała rzekomo w Sejmie. Nowicka zrobiła z siebie ofiarę, aby usprawiedliwić własny postępek i polityczną niedojrzałość. Na "burleskę" też nie zareagowała.

Nie wiem, czy Wanda Nowicka rzeczywiście obiecała ze stanowiska zrezygnować. Ale okazana determinacja, by utrzymać stanowisko wicemarszałka wbrew własnemu klubowi, pokazuje, że polityczka poważnie się pogubiła. Pogubił się wreszcie sam Janusz Palikot, który w finale pozostał sobą, czyli błaznem. Żenująca wypowiedź o "gwałconej" Wandzie Nowickiej strącić go może tam, skąd przyszedł – w otchłań 2% poparcia.

Konkluzja tych przemyśleń jest gorzka. Janusz Palikot i Wanda Nowicka wspólnymi siłami zmarnowali właśnie coś, co było dla wielu z nas było bardzo ważne – szansę na zmianę w Polsce. Pokazali nam – wyborcom – że nie dorośli do swoich ról, do zajmowania się polityką. Przez ich głupotę i krótkowzroczność w Polsce nadal będą rządzić mniej lub bardziej lokalne mafie, o wszystkim decydować układziki. Sami zainteresowani spadną zaś jak zwykle na cztery łapy... i sejmowe apanaże.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
GwałtWanda NowickaJanusz Palikot
Skomentuj