O autorze
dr Mateusz Klinowski - wykładowca UJ, aktywista polityczny, dziennikarz obywatelski i polityk lokalny. Pierwszy wybrany w wyborach zdeklarowany konsument narkotyków w Polsce, od kilku lat walczy o respektowanie praw obywatelskich nie tylko w odniesieniu do konsumentów narkotyków, założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice, stowarzyszenia mieszkańców walczącego o demokrację lokalną i wolność słowa. Swoje działania opisuje na blogu mateuszklinowski.pl/

Niedouczeni akademicy im. Lecha Kaczyńskiego

Wypowiedzi Krystyny Pawłowicz na temat Anny Grodzkiej dyskwalifikują ją jako posła. Obawiam się, że list Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu, napisany w jej obronie, dyskwalifikuje całe środowisko naukowe w Polsce.

Krystyna Pawłowicz ma niewątpliwie bogatą biografię. Czy jest osobą naukowo kompetentną? Wypowiedzi na temat związków partnerskich zdają się temu przeczyć. Brak jej też z pewnością wrażliwości w sprawach dotyczących płci. Nie wiem, w jakim stopniu jest to wynikiem skromności własnych w tym zakresie doświadczeń, ale to sprawy drugorzędne.



Wypowiedzi posłanki PiS na temat posłanki Anny Grodzkiej dyskwalifikują ją jako posła – jest to działanie na szkodę debaty publicznej i granie na niskich instynktach. Czy dyskwalifikuje ją jako pracownika nauki, nauczyciela akademickiego? Jeżeli tego typu treści profesor prezentuje swoim studentom – z pewnością władze uczelni powinny reagować. Tym bardziej, jeżeli uczelnia korzysta ze środków publicznych. Czy ta reakcja powinna polegać na relegowaniu profesor z uczelni? Nie jestem pewien, choć zgadzam się z Andrzejem Rozenkiem, że „poglądy” dr hab. Pawłowicz powinny być powodem do zażenowania całego środowiska naukowego. Władze uczelni powinny wypowiedzieć się w sprawie i zbadać, czy publiczne wystąpienia poseł nie łamią zasad kodeksu etycznego, jaki obowiązuje na uczelni i – ewentualnie – wyciągnąć wobec swojego pracownika przewidziane tam konsekwencje. Że takiego zamiaru nie mają, już wiemy. Prof. Wiesław Opalski, rektor Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Ostrołęce jest „bardzo zadowolony”.

Mnie bulwersuje jednak coś innego - niesłychane w swej treści stanowisko członków Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu. Jest ono przykładem zadziwiającej ignorancji w sprawach naukowych i niezrozumienia pojęć, którymi posiadacze tytułów profesorskich, doktoratów czy nawet pospolici magistrzy powinni umieć się poprawne posługiwać.

Podpisani pod stanowiskiem wyrazili „stanowczy sprzeciw wobec kolejnych działań godzących w podstawowe standardy demokracji, a także w podstawowe elementy etosu nauki”. Powodem sprzeciwu były „nagłaśniane przez niektóre media ataki na panią prof. dr hab. Krystynę Pawłowicz, za jej publicystycznie sformułowane wypowiedzi na temat roszczeń wysuwanych przez homoseksualistów i transseksualistów.” Nie wiem, na ile bluzgi pod adresem posłanki Grodzkiej czy osób o odmiennej orientacji seksualnej niż dr Pawłowicz nazwać można "wypowiedziami na temat roszczeń". Nie rozumiem również, dlaczego poważne kwestie społeczne, m.in. miejsce w porządku prawnym związków nieformalnych, nie będących małżeństwami, sprowadzane są do „roszczeń homoseksualistów i transseksualistów”. To teza nie tyle publicystyczna, co po prostu tak nieprawdziwa, że uchodzi za świadome fałszowanie rzeczywistości. Mam wrażenie, że to właśnie nie przystoi zarówno dr hab. Pawłowicz, jak i podpisanymi pod apelem w jej obronie naukowcom. Nie przystoi również, w stopniu kompromitującym podpisanych, wysuwanie stwierdzeń niemających nic wspólnego z wiedzą naukową.

I tak, sygnatariusze listu przypominają, że „zgodnie z aktualnym stanem wiedzy, transseksualizm nie oznacza radykalnej i dogłębnej zmiany płci, zwłaszcza na poziomie genetycznym. Utrzymywanie zatem tezy, że w wyniku zabiegów chirurgicznych można zmienić płeć danej osoby, jest nieprawdą.” Problem w tym, że „poziom genetyczny” nie jest jedynym determinantem płci człowieka. Ale by to wiedzieć, trzeba mieć odpowiedni poziom wykształcenia, w środowisku członków Akademickiego Klubu im. Lecha Kaczyńskiego najwyraźniej niespotykanego.

Inne zadziwiające stwierdzenie: „Podstawowe założenia syntetycznej teorii ewolucji wykazują, że najważniejszym zadaniem każdego gatunku jest przekazanie genów następnemu pokoleniu.” W znanej mi ze szkoły podstawowej i z dalszych etapów kształcenia „teorii ewolucji” podstawowym jej przedmiotem są geny i organizmy, raczej nie gatunki. Nie ma tam też mowy o „zadaniach gatunku” czy jakichś ich celach. Celowościowe myślenie o biologii jest za to charakterystyczne dla światopoglądu religijnego. Sprzecznego z naukowym. Stwierdzenie, że „przekazanie genów” jest motorem ewolucji i podstawą istnienia gatunku również ma cechy uproszczenia wiedzy naukowej – tak dalekiego, że z ust osób uważających się za naukowców nie powinno w ogóle padać w poważnej debacie.

No i wreszcie jest fragment najważniejszy, mistrzowski: „Gdyby wszystkie osobniki danego gatunku (także i człowieka) zamieniły się w osobniki homoseksualne – gatunek ten przestałby istnieć, ponieważ nie nastąpiłoby przekazanie genów następnemu pokoleniu, w związku z czym nie byłoby potomków.” Idąc tym tropem myślenia, czy teza ta dotyczy również bezdzietnych samców i samic?

Pomijając infantylny styl, zrozumiałbym, gdyby taki „kwiatek” pojawił się w wypracowaniu gimnazjalisty, ale podpisanie się pod nim profesorów, doktorów i inżynierów zakrawa na kiepski żart. Jednym z najbardziej fascynujących zagadek ewolucjonizmu jest właśnie rola zachowań homoseksualnych, które nie tyle pozostają w sprzeczności z ewolucją, co są jej wynikiem. Nie jest więc prawdą, że „z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że z punktu widzenia ewolucji homoseksualizm jest anomalią”. „Anomalią” rozumianą jako coś sprzecznego z ewolucją.

Ostatnie fragmenty wystąpienia Akademików to zarzuty pod adresem „stosownych gremiów światowych”, które miały doprowadzić drogą oszustw naukowych do „zmiany statusu homoseksualizmu z „zaburzenia” na „stan” i skreślenia go z listy chorób”. Zdaniem sygnatariuszy listu, „pierwszy raz w historii, o wykreśleniu z listy chorób zadecydowały nie badania naukowe, a referendum przeprowadzone wśród psychiatrów i psychologów”. W Poznaniu być może trudno zrozumieć, że czasami badania naukowe polegają na zbieraniu wywiadów, opinii, ankiet. Dokonują tego „stosowne gremia światowe” figurujące na liście najlepszych instytucji naukowych setki miejsc przed tymi z Poznania. Szkoda jednak, że tamtejsi luminarze nauk nie rozumieją pojęcia typologii i klasyfikacji, nie wiedzą, czym jest konwencja, przesądzająca często o rozumieniu stosowanych w języku, także nauki, pojęć. W Krakowie uczymy tego studentów (choć nie wszystkich dość skutecznie). O normie i anormalności rzeczywiście nie decydują czynniki subiektywne. Ale „orzeczenia instytucji międzynarodowych” nie są "czynnikami subiektywnymi".

Na koniec więc posłużę się zabiegiem literackim – subiektywną parafrazą, choć w opisanej sprawie właściwsza byłaby raczej interwencja dydaktyczno-psychologiczna.

Stanowczo protestuję przeciwko wystąpieniu członków Akademickiego Klubu Obywatelskiego, którzy swoją ignorancją, nieznajomością współczesnej wiedzy biologicznej czy metodologicznym analfabetyzmem, wyrażonym choćby bezradnością wobec pojęcia normy i anomalii, ośmieszają zawód naukowca i przyczyniają się do upadku społecznego autorytetu nauki, szerząc mity i uproszczenia rodem właśnie z czasów Trofima Łysenki czy demaskujących libertyńską i żydowską teorię względności obrońców narodowej tożsamości Niemiec.

Podpisuję się pod swoim protestem sam, bo zarzuty wobec wyżej opisanej błazenady kilkuset profesorów nie wymagają żadnego dodatkowego poparcia.

dr Mateusz Klinowski
Trwa ładowanie komentarzy...