Prawa człowieka po krakowsku

Kongres Praw Człowieka w Krakowie obfitował w zastanawiające wystąpienia prelegentów. Ale nie na tym polegał jego problem. Wydaje się, że Polska nie ma wiele do zaoferowania samej idei praw człowieka. A już na pewno nic tym, którzy o te prawa walczą, nie tylko na świecie.

Moja koleżanka Agata Kwiatkowska opisała swoje uczestnictwo w organizowanej przez Uniwersytet Jagielloński konferencji poświęconej promocji i nauczaniu praw człowieka, szumnie zwanej Kongresem Praw Człowieka. Nazwa ta była myląca.



Agata skupiła się na sprawach dość incydentalnych i jednym skandalu. Wspomnianego przez nią wystąpienia dr Jacob Cornidesa nie widziałem, więc trudno mi się do niego odnieść. Widziałem za to wystąpienie Lecha Wałęsy. Rzeczywiście, mówił on o „chrześcijańskiej podstawie” praw człowieka. Faktycznie, nikt nie protestował. Nie widziałem jednak ani Agaty, ani nikogo innego szykującego się do wyjścia. Wałęsa miał prawo do własnego poglądu, zbieżnego zresztą z tym, co na temat praw człowieka mówił chociażby Jan Paweł II. Szkopuł w tym, że na otwarcie konferencji naukowej zaserwowano nam wykład kogoś, kto nic o prawach człowieka nie wiedział, a i na inne tematy też nie miał nic ciekawego do powiedzenia. Ignorancja Wałęsy widoczna była chociażby wtedy, gdy stwierdził, że przepisy drogowe są pogwałceniem praw człowieka (sic!). To wówczas na twarzach słuchaczy rysowało się prawdziwe zdziwienie.

Organizatorzy postawili na przysłowiowego „zakopiańskiego niedźwiedzia”, z którym mogli fotografować się zagraniczni goście. Czy tak powinna wyglądać poważna konferencja naukowa?

Agata nie opisała też prawdziwego skandalu, do jakiego doszło w czasie wystąpienia byłego prezydenta (pewnie wtedy nie było jej już na sali). Jedna z czarnoskórych uczestniczek – mieszkanka RPA wyraziła swoje oburzenie sposobem, w jaki została potraktowana przez polskie służby konsularne w RPA oraz celników na lotnisku w Balicach. Pomijając głupią reakcję Wałęsy (groźby pod adresem ambasadora), fakt publicznego napiętnowania Polski i oskarżenie o rasizm na konferencji poświęconej prawom człowieka były najgorszą z możliwych inauguracji.

Z tego, co mi wiadomo, organizatorzy konferencji nie zajęli w sprawie tej skargi żadnego stanowiska. Po panelu, na którym zdarzenie miało miejsce, byłem jedyną osobą, która podeszła do koleżanki z RPA zapytać o szczegóły. Rektor UJ radośnie posilał się obok. Tymczasem, goście z Afryki opisywali już na Facebooku swoje „polskie przygody”. Z pewnością nie przyczyniło się to do budowy w świecie wizerunku Polski jako kraju najwyższych standardów.

Agata pisała o mszach i obecności biskupów, która dla mnie nie była szczególnie denerwująca. Oczywiście miały też miejsce dość zastanawiające komentarze czy nawet całe wystąpienia, ale na każdej konferencji naukowej, zwłaszcza w Polsce, spotkać można sporo naukowego chłamu. Byłem też świadkiem dobrych wystąpień i ciekawych komentarzy. Tutaj więc zbytnio bym się nie czepiał.

Co innego zastanowiło mnie o wiele bardziej. Agata wspomniała, że konferencja obfitowała w znakomitości, co poniekąd było prawdą. Z kilkoma z tych znakomitości zamieniłem parę zdań na tematy mi bliskie: praw obywatelskich, standardów funkcjonowania naszego państwa, jego instytucji. Te osoby pełnią bądź pełniły często rolę kierowniczą ważnych organizacji i instytucji kształtujących życie obywateli Polski. Uderzyła mnie jednak niska świadomość problemów, z jakimi borykają się osoby działające publicznie w kraju lub choćby starające się w nim żyć. Co zatem powiedzieć, jeżeli wśród elit stojących na straży praw człowieka, obywatela, demokratycznych standardów są ludzie bardziej zainteresowani piciem wina i przegryzaniem wędlin, niż walką o rzekomo wyznawane przez nich ideały? A nierzadko są to ludzie z najwyższymi tytułami naukowymi i prestiżem!

Kolejna słabość konferencji, jaką dostrzegłem, to nie nadmiar mężczyzn czy biskupów, ale brak na liście zaproszonych przez UJ gości znanych mi aktywistów walczących o wolności obywatelskie i prawa człowieka w Polsce. Nie było na konferencji ruchów miejskich, lokatorskich, wolnościowych, feministycznych, tęczowych, nie było Wolnych Konopi. Sam również na konferencję nie zostałem zaproszony. Nie pojawił się na niej żaden z blogerów i dziennikarzy obywatelskich. Kiszono się w elitarnym sosie (polityczno-biskupio-profesorskim).

Na konferencji było co prawda kilka „koncesjonowanych” organizacji z Warszawy, które reprezentują wielki biznes III sektora – jedną z takich organizacji reprezentowała właśnie Agata (mam nadzieję, że się o to określenie nie obrazi). Ale o ileż ciekawsza i wartościowsza byłaby ta konferencja, gdyby kubańscy opozycjoniści, więźniowie reżimu braci Castro mogli np. spotkać się z polskimi więźniami sumienia z Wolnych Konopi? Gdyby Lech Wałęsa, Jerzy Buzek, Tadeusz Mazowiecki czy Andrzej Zoll nie występowali w roli celebrytów, ale mierzyli się z problemami, za które sami są odpowiedzialni poprzez swoje wcześniejsze decyzje? Tymczasem, ciekawych dyskusji o ważnych tematach po prostu na tej konferencji brakowało. Polityczni i profesorscy celebryci mogli co najwyżej liczyć na zainteresowanie pracowników dużych NGOsów z Warszawy. Nie muszę chyba dodawać, że nie było ono duże (przez kilka dni konferencji opisującej ją Agaty nawet nie spotkałem, a byłem na wielu wystąpieniach).

Podsumowując, zgadzam się z Agatą, że Kongres Praw Człowieka był wielkim niewypałem, który, choć miał stać się promocyjnym hitem UJ, wizerunkowo z pewnością zaciążył Polsce. Nie stało się tak jednak z uwagi na msze odprawiane w czasie konferencji, czy kilka głupich wystąpień zaproszonych uczestników. Organizatorzy postawili po prostu na formę, a nie na treść, zaś walkę o prawa człowieka sprowadzono do wyżerki w Audytorium Maximum czy innym Radissonie, na które zaproszono kilku celebrytów oraz kilka pełniących podobną rolę organizacji pozarządowych.
Trwa ładowanie komentarzy...