Izrael a prawo do istnienia

Plac zabaw w palestyńskim obozie Shatila (Bejrut) poszatkowany odłamkami izraelskich bomb w 2006 roku.
Plac zabaw w palestyńskim obozie Shatila (Bejrut) poszatkowany odłamkami izraelskich bomb w 2006 roku. www.mateuszklinowski.pl
O Izraelu, Bliskim Wschodzie oraz toczącym się tam konflikcie napisano i powiedziano już wiele. Jednak to, co przeszkadza mi w toczącej się debacie najbardziej, to bezrefleksyjne poparcie szkodliwej polityki realizowanej przez Izrael. Polityki szkodliwej przede wszystkim dla samego Izraela.

Ofiarą Izraela z pewnością jest izraelska młodzież. Jej przedstawicieli spotykałem tu i ówdzie podróżując po świecie. O stopniu traumatyzacji świadczy chociażby popularność narkotyków (wykorzystywanych do autoterapii), ale również wiedza o świecie i historii, mająca wszelkie cechy indoktrynacji, często o podłożu religijnym. Dyskusje na tematy współczesne szybko schodzą na poziom "przekazów biblijnych", ewentualnie odwołania do Holocaustu, którego ofiarami nie byli obywatele dzisiejszego Izraela, lecz Polski i innych krajów okupowanej Europy. Dziś nazywani gremialnie Żydami i traktowani jako Izraelczycy in spe.



Ofiarą Izraela pada środowisko naturalne - piękno Palestyny znika przykryte warowną architekturą osad kolonizatorów, co rzadko mają okazję zobaczyć turyści. Działania zbrojne prowadzą do zanieczyszczenia wód, gleby, powietrza. Izrael nie cofa się też przed niszczeniem zabytków kultury, czego symbolem jest warownia Beaufort. Ofiarą błędnej polityki jest również gospodarka, utrzymywana dzięki zachodniej pomocy. To nie sąsiedzi dostarczają i odbierają towary z Izraela. A przecież handel jest pierwszym krokiem do pokoju. Wymówka jest zawsze ta sama - prawo do istnienia i obrony, konieczność izolacji.

Jak jednak uzasadnić przykłady zawłaszczania polskiej historii przez retorykę i propagandę państwa Izrael, których nie brakuje? Utajniony przed opinią publiczną przelot izraelskich F16 nad obozem w Oświęcimiu widziałem na własne oczy. Nazwano go bodajże „Lotem pamięci”, choć był to raczej żałosny pokaz militarnej siły. Czy Polacy również organizują zbrojne pokazy w Auschwitz? Czy wojskowe parady powinny odbywać się w miejscu cierpienia ludzi różnych wyznań i różnych obywatelstw (celowo unikam słowa: „narodowości”)? Czy nie kłóci się to z pokojowym przekazem miejsca? Dlaczego w Polsce o tym nie rozmawiamy?

Być może kiedyś ktoś znajdzie rozwiązanie nierozwiązywalnego problemu, ale realnej szansy nie widać (…) i nie będzie jej tak długo jak długo wrogowie Izraela nie zadeklarują, że to państwo ma święte, nienaruszalne prawo do istnienianapisał wczoraj na swoim blogu Tomasz Lis. Czytając przytyki redaktora Lisa pod adresem Wioletty Wilk-Reguły i jej tekstu „Uwolnić Palestynę”, widzę u czołowego dziennikarza przede wszystkim... brak namysłu nad problemem i prześlizgiwanie się nad niuansami.

Lis opisuje nieudane wysiłki pokojowego zakończenia konfliktu jako wyłączną winę strony Palestyńskiej i tchórzostwo Arafata. Tymczasem, podstawowym problemem dla całego regionu jest kwestia obecności uchodźców palestyńskich. Bez tego trudno o rozwiązanie, ale temu właśnie kategorycznie sprzeciwia się Izrael. Gdzie więc leży wina?

Izrael ma „święte prawo do istnienia” – pisze Lis. Dlaczego „święte”? Z czego owa „świętość” ma wynikać? W rozmowach z Palestyńczykami, także poznanymi przeze mnie liderami politycznymi i członkami grup zbrojnego oporu (w polskich mediach nazywani po prostu terrorystami), nikt nie kwestionował prawa do istnienia państwa, w którym miejsce znajdą na równych warunkach wyznawcy wszystkich zamieszkujących Palestynę religii. Ale czy państwo to powinno nazywać się Izrael i dyskryminować obywateli, którzy nie wykażą się odpowiednim pochodzeniem rasowym czy religijnym?

Dla mnie sprawa jest jasna – pokojowa transformacja Izraela i likwidacja quasi-religijnego, zmilitaryzowanego Państwa Żydowskiego w obecnej formie jest kluczem do pokoju na Bliskim Wschodzie. Zachęty do tego powinna tworzyć opinia międzynarodowa, w tym także polski rząd. To na terenie Polski bowiem znajdują się niezwykle ważne pomniki dawnej przemocy, które państwo Izrael wykorzystuje, aby podsycać przemoc nową. Możemy uczynić coś w Polsce dla pokoju na Bliskim Wschodzie, jeżeli będziemy o tych zagadnieniach rozmawiać. Protekcjonalny ton wypowiedzi Tomasza Lisa w żadnym stopniu nas do tego punktu nie zbliża.

Mam świadomość, że mój głos jest skrótowy, pobieżny, co wywoła pewnie wiele komentarzy i replik, ale jego przesłanie jest proste i zupełnie odwrotne do pointy Tomasza Lisa: jeżeli chcemy pomóc Izraelowi zawrzeć pokój, a Palestyńczykom wrócić do domu, odmówmy Izraelowi „świętego prawa do istnienia”. „Prawo do istnienia państwa” nie jest czymś absolutnym, trzeba na nie zapracować w Historii. Izrael nie jest tu żadnym wyjątkiem. Skończmy z retoryką faworyzującą tylko jedną (do tego silniejszą) ze stron konfliktu.

PS. Dla jasności - ugrupowania Palestyńskie, w tym Hamas, przyjmują niewłaściwą strategię polityczną. Uciekanie się do przemocy jest jednak wynikiem prostego faktu – żyjący w desperacji od dziesięcioleci ludzie, utrzymywani w nędzy i pozbawieni edukacji, z trudem zdolni są do kolejnych długofalowych poświęceń i głębokiego politycznego namysłu. Izrael z uporem i świadomie tworzył sobie demona, w którego teraz na oczach całego świata może bezkarnie walić. Demon, jak wiadomo, jest śmiertelnym zagrożeniem (bo tak deklaruje w swoich propagandowych wystąpieniach), dlatego patrzymy spokojnie na ginących cywilów, zwłaszcza, że redaktor Lis pisze o uzasadnionej nieproporcjonalności ich zabijania.
Trwa ładowanie komentarzy...