O autorze
dr Mateusz Klinowski - wykładowca UJ, aktywista polityczny, dziennikarz obywatelski i polityk lokalny. Pierwszy wybrany w wyborach zdeklarowany konsument narkotyków w Polsce, od kilku lat walczy o respektowanie praw obywatelskich nie tylko w odniesieniu do konsumentów narkotyków, założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice, stowarzyszenia mieszkańców walczącego o demokrację lokalną i wolność słowa. Swoje działania opisuje na blogu mateuszklinowski.pl/

Komu pomaga Światowa Komisja Narkotykowa?

Złożona z polityków światowego formatu, lecz już II-giej świeżości, finansowana przez ekscentrycznego milionera. Jest narzędziem zmiany polityki narkotykowej? Czy raczej narzędziem kreowania wizerunku emerytowanych polityków i stojących za nią biznesmenów?

Światowa Komisją Narkotykowa spotyka się dzisiaj z polskimi politykami i dziennikarzami w Warszawie, a ja ma wątpliwości. Kto bowiem na tym skorzysta? Z jednej strony Komisja stanowi niezwykle skuteczne narzędzie kreowania zainteresowania mediów ważnym tematem – wadliwą polityką narkotykową, która jest przyczyną wielu ludzkich nieszczęść. Przyjęta w 2000 roku ustawa doprowadziła do skazania dziesiątek tysięcy młodych ludzi na karę pozbawienia wolności, wielokrotnie więcej zostało poddanych bezprawnym policyjnym represjom (zatrzymanie, przeszukanie, często też poniżające traktowanie, z pobiciem włącznie). Byłem jedną z tych osób. Tymczasem, w kontekście działań Komisji, najgłośniej dzisiaj słychać głosy tych, którzy za wprowadzenie złego prawa ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność – Barbary Labudy, a zwłaszcza Aleksandra Kwaśniewskiego.



Politycy nawróceni czy przekupieni?

W składzie Komisji dominują narkotykowi ignoranci na politycznej emeryturze, zaproszeni tam przez sponsorów z jednego powodu – kiedyś byli personami wpływowymi, które nie zrobiły nic na rzecz reformy wadliwych rozwiązań. Więcej, często to ci właśnie politycy byli autorami szkodliwego prawa. Obecnie posypują jednak głowy popiołem, swą skruchą przykuwając uwagę dziennikarzy. To podobno ważne.

Aleksander Kwaśniewski jest tutaj doskonałą ilustracją opisanego mechanizmu. Z rozbrajającą szczerością przyznaje, że o narkotykach wie niewiele, a poglądy zmienił dopiero w obliczu… zaproszenia do Komisji. Jak zatem napisał na ten temat tekst, w dodatku po angielsku? Oto zakłamanie świata polityki – polityk firmuje swoim nazwiskiem cudze poglądy, kształtując swoje cenne rekomendacje w zależności od koniunktury. Polityk na emeryturze nie staje się członkiem Globalnego Gremium Mędrców z uwagi na przemianę, jaka zaszła w jego metodach działania, ale właśnie dlatego, że żadnej przemiany nie przeszedł - nadal jest twarzą i nazwiskiem do wynajęcia.

Dla Kwaśniewskiego narkotyki to szansa, by pojawić się na prestiżowych, międzynarodowych salonach. Trudno uwierzyć, że naprawdę docenia wagę problemu, o którym teraz z taką troską mówi. Podobno wcześniej to „eksperci” wprowadzili go w błąd, podpowiadając mu, że karanie dzieciaków więzieniem jest skuteczną metodą walki z narkomanią. Nie przypominam sobie żadnego takiego głosu. Chyba, że chodziło o ekspertów od politycznego wizerunku...

Jak oceniać etyczny wymiar postaw prezentowanych przez część członków Komisji? Wśród ekspertów i aktywistów zajmujących się problemem polityki narkotykowej zdania są podzielone. Osobiście mam poczucie niesmaku. O polityczne reformy w Polsce, nie tylko te dotyczące narkotyków, zwykli obywatele walczą samotnie, bez wsparcia znajdujących się u władzy celebrytów, zainteresowanych grami partyjnymi i telewizyjnymi studio. „Nawróceni” politycy wydają mi się więc jedynie kolejną, okazyjną wyprzedażą, co z tego, że tym razem we „właściwym kierunku”, skoro pozbawioną realnych narzędzi wywołania zmiany? Co pozostaje?

Mamy dla was PiaR!

Pozostaje jakże cenne medialne zainteresowanie oraz okazja, by Bolesław Piecha czy Ewa Kopacz wzięli udział w debacie. Nie wypada bowiem odmówić „globalnym” kolegom „po fachu”. Czy przełoży się to na zamiany niekonstytucyjnego prawa? Wątpię.

Obecna polityka narkotykowa zagraża zdrowiu publicznemu, bo w istocie promuje narkotyki, czego prawicowi politycy nie są w stanie dostrzec. Zagraża też standardom demokracji, o czym politycy również na ogół nie mają pojęcia.



Każdego roku aktywiści Wolnych Konopi wyprowadzają na ulice dziesiątki tysięcy ludzi w całej Polsce, organizują dziesiątki spotkań i imprez. Reprezentują ofiary polityki narkotykowej w kraju bezprecedensowych represji, a ich postawę cechuje odwaga, chęć do działania. Jeden z liderów - Andrzej Dołecki, spędził ostatnio 3 miesiące w areszcie. Bezzasadnie. Wolne Konopie pod wieloma względami odwołują się do tradycji "Solidarności", stanowią w jakiejś mierze jej kontynuację. Ale Richard Branson i Ewa Kopacz nie będą z nimi rozmawiać. Komisja Narkotykowa to bowiem święto spragnionych newsów dziennikarzy i polityków, którzy po raz kolejny sprzedali swoją skórę. Do tego spotkanie zorganizowano przy okazji tournee Richarda Bransona promującego nową sieć komórkową. Chciałbym wierzyć, że ma to wszystko sens. Ale serce podpowiada mi, że coś tu jednak śmierdzi...

PS. Nie tylko Aleksander Kwaśniewski odcina kupony przyznając się do błędów. Nagradzana Barbara Labuda twierdzi dziś, że marihuana w ogóle nie jest narkotykiem. Dla opinii publicznej i dziennikarzy te zdumiewające wolty poglądów nie wydają się niczym nagannym. Tylko jakoś amnestii i rehabilitacji skazanych brak…
Trwa ładowanie komentarzy...