O autorze
dr Mateusz Klinowski - wykładowca UJ, aktywista polityczny, dziennikarz obywatelski i polityk lokalny. Pierwszy wybrany w wyborach zdeklarowany konsument narkotyków w Polsce, od kilku lat walczy o respektowanie praw obywatelskich nie tylko w odniesieniu do konsumentów narkotyków, założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice, stowarzyszenia mieszkańców walczącego o demokrację lokalną i wolność słowa. Swoje działania opisuje na blogu mateuszklinowski.pl/

Ogórek bardziej szkodliwy niż marihuana

Kora za sprawą psa została zmieszana z liśćmi, które zabijają. Andrzej Dołecki demonstruje na wizji "porcję dealerską", a poseł Dera postawę obywatelską. Telewizje wariują na koniec sezonu ogórkowego, który okazał się, przynajmniej w części, sezonem konopnym.

Mam wrażenie, że gorącego lata A.D. 2012 skończył się wreszcie w Polsce sezon ogórkowy. Wyparła go najpierw czterolistna koniczyna PSL’u, a teraz liść konopny... zmieszany z korą.



Kora jest artystką, celebrytką, przyjaciółką wielu polityków, przez co media z drobiazgowością informują o finale toczącego się wobec wokalistki śledztwa, słusznie określanego mianem “farsy”. W cieniu tego dość specyficznego "show" pozostają jednak dziesiątki tysięcy innych śledztw i ofiar “polskiego modelu” zapobiegania narkomanii. Modelu polegającego na karaniu wyrokiem więzienia przypadkowych osób.

Niesprawiedliwie dzielona uwaga mediów jest zwierciadlanym obiciem niesprawiedliwego stosowania prawa przez wymiar sprawiedliwości. Policja niestrudzenie od wielu lat ugania się po osiedlach i parkach, żeby przygwoździć narkomanię i zniszczyć dealerów, tam, gdzie oni się rodzą - w szkołach i klatkach schodowych. Dealerzy okazują się zwykle “dealerami z małą ilością” - określaną w fachowej nowomowie “porcją dealerską”. Czyli po prostu porcją. Narkomania została rozbita na detal i bita jest każdego roku prosto w twarz wyrokami sądowymi. W wyobraźni polityków.

Jednym z owych oderwanych od rzeczywistości marzycieli okazał się właśnie poseł Andrzej Dera (kiedyś PiS). Najpierw w telewizyjnym studio zastanawiał się, czy 2.8 gram marihuany może być ilością na własny użytek. Nie może - zdaniem większości prokuratorów w Polsce (zdarzają się bohaterskie wyjątki). Ani jednak oni, ani Dera o narkotykach nie mają nawet elementarnej wiedzy. Podobnie, jak o handlu nimi. To nie przeszkadza oceniać, orzekać, pełnić funkcje...

Co ciekawe, niemal z definicji dealerzy to zawsze ci, na których nie są skierowane światła fleszy. Kora jest tu tylko wypadkiem przy pracy. Nieszczęsna jednostka prokuratury z Żoliborza zmuszona jest robić swoje - tańczyć proceduralny taniec. Padają pytania, dlaczego nikt nie korzysta z artykułu 62a, który zmienić miał fatalne prokuratorskie nawyki ścigania każdego posiadacza narkotyków? Odpowiedź jest dość banalna - umorzenie postępowania nie liczy się w statystykach jako sukces. A polskie organy ścigania złaknione są sukcesów. Politycy również. Więc nadal zaklinają rzeczywistość przekonani, że ciemna masa wyborcza truchleje na sam dźwięk słowa “narkotyk” i “legalizacja”, zwłaszcza, gdy padają one razem.

Postawmy teraz prowokacyjne pytanie: a co jeśli marihuana w ogóle nie jest szkodliwa? Czy polityka karania za jej posiadanie miałaby wówczas jakikolwiek sens? Co powinien powiedzieć teraz “nawrócony” Aleksander Kwaśniewski, który chętnie przyznaje się do błędu (w 2000 roku podpisał ustawę wprowadzającą karalność posiadania)? Czym powinna posypać głowę “matka tamtej reformy” Barbara Labuda, ostatnio głosząca tezę, że marihuana nie jest narkotykiem?

Od początku XXI wieku notujemy wysyp publikacji naukowych prezentujących dowody na względną nieszkodliwość palenia marihuany i, co więcej, jej potencjał terapeutyczny, także w zakresie zwalczania niektórych nowotworów. Są one napisane językiem niedostępnym dla rodzimych polityków i dziennikarzy - językiem angielskim. Zmienia to czerwcowy numer czasopisma „Alkoholizm i Narkomania”, wydawanego przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie (instytucja w sprawach narkotyków fachowa). W tekście pt. „Konsekwencje używania i nadużywania marihuany w świetle współczesnej wiedzy” przeczytać możemy następujące słowa:

„(...) większość konsumentów używających marihuany eksperymentalnie lub okazjonalnie nie ponosi poważniejszych konsekwencji zdrowotnych i społecznych. Jak się wydaje szkody społeczne, związane z używaniem przetworów konopi, wynikają przede wszystkim z kryminalizacji zjawiska, a nie z właściwości THC”.

Koniczyna, konopie, a teraz kora skutecznie przesłoniły więc niezwykle cenną myśl: od jedzenia ogórków groźniejsze jest o nich pisanie.

Post scriptum. “Czy należy skazywać ofiary zależy od tego, jak rozumiemy słowo ofiara” - powiedział Andrzej Dera, prawnik i poseł na temat karania za posiadanie. Wygłosił także kilka nieprawdziwych, lecz szczerze swoich opinii dotyczących realiów polityki narkotykowej. Bzdur tych szkoda czasu streszczać, zwłaszcza, że “wiedza to wiedza”, jak sam zauważył. Po czym chwycił za telefon i zadzwonił w odruchu obywatelskim po Policję, podejrzewając, że Andrzej Dołecki, z którym w studio rozmawiał, jest dealerem z niemałą ilością narkotyków. A może także ogórków. "Narkotyki to śmierć" - podkreślał heros. A głupi politycy? To więzienie. No i w ten sposób dochodzimy do słynnego dylematu Labudy: "lepsze dziecko w więzieniu, czy na cmentarzu"? Może Agent Tomek zadzwoni jeszcze raz do studia i poda prawidłową odpowiedź...
Trwa ładowanie komentarzy...