Po pierwsze: jawność działalności partyjnej

Jan Krzysztof Bielecki twierdzi, że liczy się jawność. Ale czy ma na myśli jawność działalności partyjnej? Wątpię. Brak jawności służy wszystkim partiom politycznym i jest narzędziem umacniania ich wpływów.

W "Wyborczej" rozmowa z J.K. Bieleckim na temat zarzutów nepotyzmu i braku jawności. J.K. Bielecki protestuje przeciwko "dyskryminowaniu ludzi z tytułu tego, że są zaangażowani politycznie". Ten protest ma dotyczyć kolejnych ujawnianych przypadków nepotyzmu wśród działaczy PO. Rozmowa pełna jest podobnych uwag, wygłaszanych z namaszczeniem, na jakie może pozwolić sobie tylko oderwany od realiów przedstawiciel "klasy politycznej". Zaangażowanie polityczne to coś innego, niż przynależność partyjna, a otrzymanie pracy po linii partyjnych znajomości nie wyklucza się z posiadaniem kwalifikacji. Szkopuł w tym, że dzisiaj kwalifikacje posiada wielu, ale stanowiska obsadzają krewni i znajomi. Podobnie, jak wcześniej obsadzili partie polityczne. To tutaj znajduje się sedno problemu, które Bielecki skrzętnie omija.



Jest też patologia, o której Bielecki nie wspomina - kluczowi funkcjonariusze partyjni obsadzają kluczowe stanowiska w państwie - skarbnicy struktur lokalnych są prezesami gminnych spółek, dotowanych stowarzyszeń, wydziałów inwestycji i dróg. Tak powstaje lokalna mafia pod sztandarami PO, PiS, SLD czy PSL. W ten sposób dzielone są lokalnie i po cichu miliony złotych. Cześć tych pieniędzy zasila później fundusze wyborcze.

No właśnie, jeżeli mowa jest o jawności, dlaczego nie są jawne listy członków lokalnych struktur poszczególnych partii, choćby tylko tych dotowanych z pieniędzy publicznych? Wówczas dopiero skala powiązań rodzinnych i zawłaszczenia instytucji publicznych byłaby widoczna. Spółki Skarbu Państwa, na których skupia się Bielecki, to doprawdy sprawa drugorzędna.

Podobnie, rozliczenia kampanii wyborczych również nie są jawne - obywatele nie mogą prześledzić, jakie wpłaty i koszty obciążały konta poszczególnych komitetów wyborczych, ile zebrali i wydali poszczególni kandydaci. A przecież wiadomo, że tutaj dokonuje się wielu nadużyć. Przykładowo, politycy mają nadzwyczajny talent do prowadzenia szeroko zakrojonej kampanii za 2 tys zł. Tego typu oszustwa są jednak powszechnie akceptowane właśnie przez brak jawności rozliczeń, która uniemożliwia obywatelom weryfikację składanych deklaracji.

Kolejny problem, to wpłaty na fundusze wyborcze dokonywane przez stowarzyszenia dotowane wcześniej środkami publicznymi czy gminne spółki. Kto ma władzę, w łatwy sposób zbiera więc pieniądze na kampanię. I właśnie stąd bierze się polityczna przewaga rządzących partii, pozwalająca im monopolizować każde wybory. Jest to szczególnie widoczne w wyborach samorządowych, od których partie polityczne w ogóle powinny zostać odsunięte.

Ale J.K. Bieleckiemu takie pomysły po głowie nie chodzą - ani jawnie, ani skrycie.
Trwa ładowanie komentarzy...