Taśmy prawdy PiS

Czy można zostać wyrzuconym z partii domagając się, aby wystawiała ona swoich kandydatów w lokalnych wyborach, aktywnie walczyła z nepotyzmem w strukturach i miała mężów zaufania w komisjach wyborczych? Można. Tak dzieje się w PiS, która to partia w wielu gminach i powiatach została przejęta przez lokalne klany rodzinne i towarzyskie.




System partyjny jest obecnie zagrożeniem dla demokracji i główną przeszkodą w rozwoju gospodarczym Polski. To politycy partyjni decydują przecież o kształcie prawa, gospodarki, priorytetach rozwoju czy nawet sposobie wydawania unijnych dotacji. Dlatego właśnie likwidujemy szkoły, a budujemy stadiony, unowocześniamy armię, a nie szkolnictwo. Przykłady lokalne również są bardzo sugestywne.



Mocą politycznej decyzji Marszałka Województwa Marka Sowy z PO w Wadowicach odbywa się za pieniądze unijne kolejna niepotrzebna i fatalnie zorganizowana rewitalizacja centrum miasta. Rewitalizacja ta zachwiała gospodarką miasta, ale stanowiła wspaniałą obietnicę propagandowych zysków dla lokalnych władz. Prawie 12 mln zł wyrzucono w błoto, przy okazji lansowali się lokalni politycy z Sową na czele. O niejawnych transferach finansowych przy okazji tej inwestycji niebawem będzie głośno.

Jeszcze więcej kosztuje absurdalna przebudowa domu rodzinnego Jana Pawła II, gdzie oryginalne wnętrza zastąpiono multimedialną repliką – ten czysto polityczny projekt to ponad 20 mln zł. W Radzie muzeum politycy PO, rodzina Rasiów, kościelni notable... Płaci skarb państwa, bo przecież nie Kościół. Tymczasem, szpital Jana Pawła II w Wadowicach stoi na krawędzi zapaści. Infrastruktura i jakość świadczonych usług, poziom zarządzania, są kpiną z imienia wybitnego Polaka. Szpital w linii prostej od rewitalizowanego rynku i Muzeum Papieskiego dzieli 150 m. Ale dla polityki partyjnej, pełnej nieracjonalnych gestów i wizerunkowej gry, jest to dystans nie do pokonania.

Po co o tym piszę? Chcę Czytelnikom uzmysłowić, że system partyjny to nie tylko nepotyzm i obsadzanie stołków. To przede wszystkim zła polityka w interesie nielicznych, szkodliwa dla większości. I eliminowanie wszelkich przejawów demokracji, zwłaszcza na szczeblu lokalnym.

Problemem PSL, jaki dzięki „taśmom prawdy” ujrzeliśmy, było obsadzanie stanowisk w podległych instytucjach przez krewnych i znajomych prominentnych działaczy. Jednak partie polityczne, zwłaszcza PO i PiS mają też poważniejszy problem, zupełnie innego rodzaju – lokalne struktury tych partii zawłaszczone zostały przez gminne i powiatowe układy, które niewiele mają wspólnego z polityką rozumianą jako ścieranie się idei oraz pomysłów na państwo i społeczeństwo.

Te lokalne „grupy przetrwania” dostarczają politykom sejmowym głosów w wyborach, transferują pieniądze zasilające kampanie wyborcze. W zamian, ich istnienie jest tolerowane i witane z zadowoleniem. Na przykładzie Wadowic widać, że dzieje się tak w przypadków zarówno PO, jak i „moralnie nieskazitelnego” PiS.

Protest wykluczonych z partii działaczy PiS, do jakiego doszło w Chrzanowie w ostatni weekend, pokazuje skalę patologii, z jakimi musimy się zmierzyć. Wałbrzych, Wadowice, setki innych miejscowości i gmin – wszędzie znane partie polityczne pojawiają się w kontekście korupcji politycznej i moralnej. Zgnilizna systemu partyjnego jest tak wielka, że tylko likwidacja partii politycznych w obecnym kształcie może cokolwiek zmienić. Mamy przecież XXI wiek, Internet, sieci społecznościowe i inne narzędzia, dzięki którym doczekać możemy się klasy politycznej z prawdziwego zdarzenia. A nie premiera, który takie ma zalety, że potrafi sklecić kilka słów po angielsku, przeczytał niedawno jakąś książkę i jest świetnym produktem politycznego marketingu.

PS. Sprawa wykluczenia działaczy PiS z Wadowic została szczegółowo opisana w tekście umieszczonym na portalu Inicjatywa Wolne Wadowice.
Trwa ładowanie komentarzy...