O autorze
dr Mateusz Klinowski - wykładowca UJ, aktywista polityczny, dziennikarz obywatelski i polityk lokalny. Pierwszy wybrany w wyborach zdeklarowany konsument narkotyków w Polsce, od kilku lat walczy o respektowanie praw obywatelskich nie tylko w odniesieniu do konsumentów narkotyków, założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice, stowarzyszenia mieszkańców walczącego o demokrację lokalną i wolność słowa. Swoje działania opisuje na blogu mateuszklinowski.pl/

Recepta na polityczny nepotyzm

Ujawnienie w atmosferze skandalu siatki powiązań wokół działaczy PSL poskutkowało podawanymi (głównie przez polityków) ad hoc receptami na poprawę sytuacji. Wszystkie one stanowią jednak półśrodki. Kluczem do zmiany polityki jest wymiana jej uczestników, a skutecznym lekiem na nepotyzm będzie tylko zmiana ordynacji wyborczej.

Powiązane z partiami politycznymi zakorzenionymi w parlamencie quasi-mafijne struktury istnieją w większości gmin i powiatów. Dziennikarze opisali zaledwie drobny fragment stworzonego pod pozorem demokracji przez klasę polityczną systemu. Jej przedstawiciele żerują już na Polsce od bez mała lat 20 lat.



Proponowane są rozwiązania cząstkowe, np. Komitet Nominacyjny, które mogą jedynie budzić uśmiech politowania. Jaką metodą wybierzemy metodę nominowania do komitetu? Czy komitet będzie obsadzał wszystkie instytucje powiatowe i gminne w kraju? Czy jedynie wybrane stanowiska, podyktowane koniecznością naprawy nadszarpniętego wizerunku koalicji rządzącej?

Rozwiązaniem jest stworzenie korpusu służby cywilnej z prawdziwego zdarzenia, niezależnego od obrotów politycznych sfer, a przede wszystkim mechanizmów ludowej, demokratycznej kontroli nad wszystkimi instytucjami w kraju. To wymaga opracowania, przemyślenia, mechanizmów. W pierwszej kolejności jednak trzeba usunąć źródło problemów – Kodeks wyborczy, który zastąpił ordynacje wyborcze i przejął wszystkie ich systemowe wady. Dysponentem kandydatur w wyborach w praktyce są prezesi partii politycznych – dotyczy to wyborów parlamentarnych, jak i samorządowych. Sam pomysł jednomandatowych okręgów wyborczych niczego w tej kwestii nie zmienia. Dzięki temu do polityki przenikają tylko zaufani krewni i znajomi - autorzy i wykonawcy systemu klientelistycznych powiązań. Społecznicy i aktywiści nie tyle trzymają się z dala "bagna", co po prostu nie są do niego wpuszczani. W żaden sposób nie daje się ono osuszyć. Dlatego właśnie dzisiejsze deklaracje polityków o chęci zmian utrwalonych zwyczajów i zaprzestaniu rozkradania kraju pod pozorem działalności publicznej, należy włożyć między bajki. Wilk nie przejdzie na wegetarianizm, a partie polityczne nie zaczną nagle służyć społeczeństwu.

Tymczasem, o zmianie ordynacji wyborczej przy okazji kolejnego korupcyjnego skandalu nawet się nie mówi. Dowodzi to braku podstawowej wiedzy o przyczynach i naturze istniejącego stanu rzeczy – zarówno po stronie opinii publicznej, jak i komentujących ekspertów. Debata publiczna i świadomość społeczeństwa w kraju są tak ograniczone, że nikt nie widzi nawet nic niezwykłego w tym, że w XXI wieku nadal głosujemy kreśląc kartkę długopisem i wrzucając ją osobiście do drewnianej skrzyni ustawionej na środku sali gimnastycznej albo szkolnej stołówki. Jedynie czasem podnoszą się głosy, że - zwłaszcza w lokalnych wyborach - nadzwyczajnie dużo pojawia się głosów nieważnych, podwójnie skreślonych… Zapatrzony w nowego pada premier Pawlak, czy minister cyfryzacji Boni, słabo je słyszą, w dniu wyborów dziwnym trafem zawsze okazują się bowiem przywiązani do długopisów i stosów kartek...

„Taśmy prawdy” będą obiecywanym otrzeźwieniem, wstrząsem, który przyniesie nową jakość. To tylko ogórek szklarniowy, którego niebawem przykryją gruszki na wierzbie kolejnej kampanii wyborczej.
Trwa ładowanie komentarzy...