O autorze
dr Mateusz Klinowski - wykładowca UJ, aktywista polityczny, dziennikarz obywatelski i polityk lokalny. Pierwszy wybrany w wyborach zdeklarowany konsument narkotyków w Polsce, od kilku lat walczy o respektowanie praw obywatelskich nie tylko w odniesieniu do konsumentów narkotyków, założyciel Inicjatywy Wolne Wadowice, stowarzyszenia mieszkańców walczącego o demokrację lokalną i wolność słowa. Swoje działania opisuje na blogu mateuszklinowski.pl/

PO-PIS nawet w łóżku

Członkowie PO i PiS tworzący lokalną strukturę władzy w Wadowicach wraz ze swoimi astronomicznymi zarobkami.
Członkowie PO i PiS tworzący lokalną strukturę władzy w Wadowicach wraz ze swoimi astronomicznymi zarobkami. www.mateuszklinowski.pl
PiS wyklucza koalicję z PO w samorządach. Wyklucza jednak tylko medialnie, bo egzotyczna koalicja PO-PiS kwitnie w niejednym mieście. W Wadowicach granica pomiędzy rzekomo nienawidzącymi się partiami przebiega środkiem małżeńskiego łoża. Właśnie przedstawiłem mieszkańcom lokalne powiązania i nagłośniłem wynikające z nich zarobki.

Media obiegła wiadomość: Jarosław i koledzy wykluczają koalicję z PO, bo to… sitwa. Używając pokrewnej narracji należałoby natychmiast skonstatować, że wypowiedzi polityków PiS to… hucpa. W przeciwieństwie do Jarosława nie lubię być gołosłownym, spieszę więc z przykładem.



Znakomitą ilustracją psucia polityki lokalnej przez obie dominujące partie PO i PiS jest sytuacja w Wadowicach, moim rodzinnym mieście. Od 1990 roku rządzi nim ten sam układ towarzyski, wywodzący się z dawnego zakładu zbrojeniowego Bumar (kulisty przejęcia władzy opisano tutaj). Bumarowcy i dawni działacze Zrzeszenia Studentów Polskich okrzyknęli się po latach „prawdziwą Solidarnością”, a w okresie wyborczym przyjmują szyldy partyjne odpowiednie do aktualnej koniunktury. Byli już Solidarnością 80, ROP, AWSesem, wreszcie przyszła pora na PO i PiS…



W Wadowicach struktury obu tych partii są fikcją, bo na ich czele stoją urzędnicy i zaufani znajomi burmistrz Ewy Filipiak. Ona sama przewodniczyła wadowickiej PiS, lecz w wyborach 2006 roku występowała już jako bezpartyjna. Córka jest członkiem PiS, lecz ojciec i brat należeli do PO. Na czele PiS stoi kierownicza z urzędu miasta, której mąż kieruje basenem miejskim... jako prominentny członek PO. Szefem PO jest z kolei rzecznik burmistrz z PiS, słynny Stanisław Kotarba. Urzędnicy i prezesi spółek komunalnych tkają siatkę obu struktur. Oficjalne poglądy partii czy ich program są im obojętne, bo nie ideowości przynależność partyjna tu służy. Chodzi o monopol na władzę i udział w gigantycznych z punktu widzenia przeciętnego obywatela zarobkach.

Skupienie w ręku ubiegającej się o 6 kadencję burmistrz kontroli nad obiema strukturami partyjnymi to mechanizm dezorientowania wyborców i utrzymania władzy. Obojętnie na kogo wyborcy głosują w wyborach, korzysta ta sama grupa znajomych, a nawet te same rodziny. Stąd bierze się rozwiązanie zagadki, w jaki sposób źli gospodarze miast rządzą tak długo - zawdzięczają to przytuleniu się do rządzących partii politycznych, w tym przypadku PO i PiS.

Obie partie polityczne, które udzielają lokalnym układom swoich telewizyjnych marek, doskonale zdają sobie z charakteru transakcji, w jakiej uczestniczą. Kierownictwo PO i PiS wie, że listy wyborcze obu partii w wyborach samorządowych w Wadowicach układa jedna osoba - rzecznik burmistrz i szef lokalnego PO. PO-PiS trwa w najlepsze, wbrew szumnym deklaracjom liderów PiS.

Żeby uświadomić mieszkańcom, jak wielkie pieniądze transferowane są w Wadowicach do grona kilku rodzin i znajomych, w centrum miasta wywiesiłem tablicę z ich nazwiskami. Są to kwoty szokujące, choć obejmują dochody deklarowane w oświadczeniach, a więc pochodzące z całkowicie legalnych źródeł. Do tablicy ustawiają się kolejki (jej cyfrową wersję można zobaczyć tutaj).

Burmistrz Filipiak w poprzednich wyborach tworzyła Małopolską drużynę PO, PiS wspierał ją po cichu. Dzisiaj, kiedy PO dołuje, burmistrz Wadowic dostanie poparcie PiS. PO i PiS w taki sposób, jak w Wadowicach, grają w innych miastach, naprzemiennie wspierając te same osoby lub dla niepoznaki wystawiając pozornych kandydatów (to też jej forma wsparcia - poprzez brak realnego konkurenta do władzy). W 2006 roku władze PO uznały, że w każdej gminie miejscowe struktury zgłoszą swoich kandydatów w wyborach. Ewa Filipiak zgłosiła więc… swojego pracownika, który pełnił rolę pozoranta. Wycofał się z wyborów na dwa dni przed głosowaniem. W nagrodę burmistrz zatrudniła w urzędzie miejskim jego żonę.

Dziś trwa podobny taniec. Skoro PiS popiera burmistrz Filipiak, PO obstawia nowego kandydata. Czy będzie nim starosta wadowicki, w bólach przyznający się do kandydowania na fotel burmistrza? Problem w tym, że starosta również należy do drużyny burmistrz – w wyborach startował z jej komitetu wyborczego „Wspólny Dom”... i tylko dzięki jej poparciu nadal jest starostą.

Spójrzmy na kolejny lokalny przykład partyjnej hipokryzji. Beata Szydło, prawa ręka Jarosława, powiązana jest rodzinnie ze Zdzisławem Szczurem, przewodniczącym lokalnej Solidarności i szefem Rady Miejskiej Wadowic, startującym w wyborach z listy PiS. Szczur w zeszłym roku wraz z innymi członkami lokalnych struktur PiS nawoływał do bojkotu wadowickiego referendum za odwołaniem burmistrz z PO. W tym samym czasie Jarosław Kaczyński przedstawiał referendum za odwołaniem prezydent Warszawy (z PO) jako istotę demokracji. ">Media szeroko opisały ten zdumiewający rozkrok, a czołowi politycy PiS (Kamiński, Brudziński) obiecywali rozliczenie wadowickich działaczy.

Oczywiście żadnego rozliczenia nie było i nie będzie. Beata Szydło odwiedziła niedawno Wadowice, co wykorzystałem do zadania jej kilku niewygodnych pytań. Otrzymałem odpowiedź, że pogoda jest ładna, pięknie świeci słońce… Burmistrz dorzuciła, że mam ładne okulary, w których fajnie się można przejrzeć.

Tak wygląda reality check dla obietnic PiS walki z "sitwą", braku współpracy z PO czy wysokich standardów tej partii. Wszystko, co słyszymy w mediach to bajki dla ciemnego ludu, które nie mają wiele wspólnego z poglądami kierownictwa partii. Partii zainteresowanej wyłącznie władzą i stanowiskami.

Nie mam wątpliwości, że w obecnym stanie prawnym każda partia u sterów będzie dążyła do zbratania z lokalnymi układami, które rządzą Polską gminną i powiatowa. To mechanizm, który wytworzył się dzięki upartyjnieniu polityki i gwarantuje jej trwanie w obecnym kształcie. Wiele już o tym pisałem wcześniej. Rozbicie lokalnych układów, takich jak ten w Wadowicach, i uspołecznienie demokracji wymaga radykalnych zmian systemu przedstawicielskiego i ordynacji wyborczej.

Mamy XXI wiek, więc najwyższy czas dokonać zmiany politycznych struktur wywodzących się z XIX wieku i odnowić demokrację. To zadanie dla nas - obywateli, bo przecież funkcjonariusze partyjni niczego na tym polu nie zrobią. Ja już zacząłem. A Wy?

PS. W najbliższych wyborach samorządowych po raz pierwszy mamy szansę odepchnąć partie od rad gminnych. Pomyślcie o tym. Więcej napisałem tutaj.
Trwa ładowanie komentarzy...